Gdybym teraz zaczynała, po pierwsze zajrzałabym na forum o pozytywnym szkoleniu psów.
Tak się na tym forum poukładało, że jest tam i społeczność, i dużo informacji, i mnóstwo inicjatyw, pomysłów, wszystkiego. W zasadzie to chyba jedno z najsympatyczniejszych forów w ogóle. Różne przyczyny powodują, że nagle wśród internetowej dziczy rodzi się coś z gruntu sympatycznego. Czasami również przypadek. ![]()
Wracając do tematu tego artykułu, czyli psa. Mamy go, może od paru dni, a może od wielu lat. Chcemy go szkolić pozytywnie, bo już się dowiedzieliśmy że tak należy i że z psami szczególnie, bo przecież nie ma w tym aż tak wielu kontrowersji, jak w przypadku koni. Pies to pies, zwłaszcza mały i niegroźny. Okazuje się jednak, że stajemy przed wieloma dylematami. Nie chodzi nawet o te szkoły dla psów, które wciąż zapraszają kolczatki. Po prostu pies, zwłaszcza szczeniak, od czasu do czasu robi coś nie po naszej myśli. Wtedy okazuje się, że na każdą psią niesubordynację jest jakaś recepta, która bardziej przypomina magiczne zaklęcie, niż racjonalnie uzasadnioną metodę szkolenia.
Najlepiej chyba kierować się zdrowym rozsądkiem… szukać sposobu na radosnego psa, który dużo potrafi i jeszcze więcej chce. Bawić się z psem, zamiast bawić się w dominację. Oglądać pozytywne przykłady, takie jak filmik o dwumiesięcznym szczeniaku. Czyli mały wesoły labrador, który zna ogromnie dużo poleceń mimo młodego wieku. To chyba najlepsza reklama szkolenia klikerowego, zresztą filmy tego autora cieszą się ogromną popularnością.
Taki pies, jak na załączonych rysunkach, należy do moich ulubionych. Wprawdzie wygląda na nieszczęście (w tym konkretnym przypadku, który rysowałam, było to dość uzasadnione) ale jednocześnie wygląda jak prawdziwy pies. Lubię psy, które wyglądają na miłe i mają dobre charaktery. Może do tego trzeba dążyć w szkoleniu? Dobrze wyszkolony pies – czyli taki, który ma dobry charakter. Czasami niewiele trzeba i wtedy wystarczy niewiele.