Niedawno było o końskim rozluźnianiu, więc teraz o psiej samokontroli. Przeważnie to dwie podstawowe rzeczy których ludzie oczekują od tych zwierząt i niektórym nic więcej nie trzeba. Ideę “psiego Zen” najlepiej ilustruje film Marty i Wiki – zapraszam do obejrzenia. Polega ona na tym, że jeśli pies chce coś dostać, to najpierw musi wykazać się opanowaniem i z tego zrezygnować. Na przykład na polecenie “nie rusz”.
Można to podzielić na kilka mniejszych wymagań, a następnie wyklikać je od najłatwiejszego do najtrudniejszego. Pierwszym będzie na przykład odwrócenie głowy od smakołyka, który trzymamy zamknięty w dłoni. Nagrodą może być albo otwarcie dłoni i pozwolenie psu na zjedzenie tego, z
czego bohatersko zrezygnował, albo jakaś nagroda, która była schowana gdzie indziej. Mi lepiej sprawdzała się ta druga wersja, bo było w niej więcej konsekwencji. Ale zawsze można przećwiczyć oba sposoby.
W praktyce doszłam zawsze do tego, że psy nie kradną ze stołu i nie zjadają śmieci z trawnika, dopóki patrzę… bo w innym przypadku zawsze jednak warto zjeść coś zakazanego albo wytarzać się w czymś śmierdzącym. Cóż. Samokontroli zawsze warto uczyć, bo jednak wymaga ona od psa wiele opanowania, nawet jeśli tylko wtedy, kiedy właściciel patrzy. Później może być to nie tylko kwestia nie kradnięcia ze stołu, ale także różne inne rodzaje opanowania, na przykład opóźniony start do pogoni za piłeczką…