Sztuczki, czy komunikacja?

Papużki losujące wróżby, ary z którymi można się sfotografować, gwarki mówiące ludzkim głosem często są atrakcjami turystycznymi. Jeśli się bliżej im przyjrzeć, to budzą współczucie, bo tak naprawdę ciężko pracują na rzecz swoich właścicieli i nie są to ich naturalne warunki. Jest to coś podobnego do cyrku i jarmarku. O takich ptakach mówi się, że są tresowane i często towarzyszy temu podejrzenie, że niekoniecznie w najprzyjemniejszy dla nich sposób (chociaż zdarzają się sytuacje, kiedy naprawdę taki ptak czy inne zwierzątko wygląda na zadbane przez swojego opiekuna).

Zwykle nie życzymy takiego losu domowym ptakom, które ktoś kupuje sobie dla przyjemności, żeby zawsze mieszkały w wygodnej klatce i mogły robić, co im się podoba. Takie hasła, jak tresura i sztuczki brzmią źle i wydają się podejrzane. Ale czy to znaczy, że szkolenie domowych papużek jest zupełnie bez sensu?

Myślę że nie, bo można je uczyć po to, by poprawić sobie komunikację z nimi. Oswojony ptak jest spokojniejszy, czuje się bezpieczniej i można go na przykład wypuścić z klatki. Jeśli nauczymy go, żeby spokojnie dawał się złapać, to nie trzeba będzie go straszyć w celu zamknięcia z powrotem w klatce. Ale nawet inne, mniej “pożyteczne” zachowania mogą się przydać. Każda nauczona “sztuczka” poprawia komunikację opiekuna ze zwierzęciem, które następnym razem będzie uczyło się chętniej i szybciej – bo zdolność uczenia się też trzeba ćwiczyć. Na deser zostaje nam najciekawsza umiejętność ptaków, jaką jest mówienie. Wprawdzie trzeba poświęcić temu sporo cierpliwości, ale dzięki temu zwierzęta się nie nudzą i rozwijają się tak, jak nie mogłyby się rozwijać bez pomocy człowieka.

Napisz komentarz: