Nie daj się zrobić w konia

“Klient nasz pan, głosi najnowsze hasło usług uspołecznionych”, pisze Jerzy Pilch. Szkolenia z wszelkiego rodzaju zaklinaczami koni, począwszy od naturalnych guru, a na sportowych trenerach skończywszy, są bardzo popularne. Wiele metod obiecuje superszybkie, natychmiastowe “połączenie z koniem”, uczynienie “samca alfa” z kulturalnej amazonki, “bezstresowe” ujeżdżanie młodych koni (nie bez powodu brzydko zwane zajeżdżaniem) i inne tego typu usługi, z uczynieniem z konia gwiazdy dowolnego sportu na czele.

Z jednej strony dobrze, bo pojawia się różnorodność i można wybierać. Ale pytanie brzmi, skąd właściwie bierze się potrzeba? Usługa zaklinania konia zwykle skierowana jest do prywatnych właścicieli, którzy nie bardzo wiedzą jak sobie z nim radzić. Nie wiedzą, że “nieposłuszeństwo” bierze się stąd, że nie potrafią konia prowadzić, przesunąć, przyzwyczaić do czegoś. Bardzo dobrze, że są systemy które ich tego uczą w poukładany i klarowny sposób, dzięki czemu zdobywają solidne fundamenty dla dalszych działań i zawsze mają do czego wrócić, jeśli coś się popsuje na wyższym poziomie skomplikowania.

Jednak nie jest prawdą, że cokolwiek da się uzyskać z koniem w trzy dni. Czy to pierwsze wsiadanie, czy udoskonalenie wykonania jakiegoś elementu, czy przyzwyczajenie do szczotki, każda umiejętność wymaga czasu i pracy. Jeśli ktoś oczekuje szybkiego efektu, to ryzykuje że zwierzę nie będzie przygotowane do nowego zadania i wykona je pod przymusem, a efekt takiej nauki na pewno nie będzie trwały. Dlatego warto brać pod uwagę tylko te szkolenia i metody, które nie obiecują szybkich efektów.

Jeszcze inny problem bierze się z tak zwanego “robienia komuś konia”, czyli oddawania konia w trening innej osobie. Ta osoba, nawet jeśli rzeczywiście zna się na tym co robi, przygotuje tego konia wyłącznie dla siebie. Nie może być inaczej, jeśli to ona zgra się z tym zwierzęciem i będzie z nim ćwiczyć, a nie ten, kto zamawia “usługę”. Dlatego najlepiej jest wiedzieć, czego się chce i nie liczyć na cud :)

  1. Katarzyna's Gravatar Katarzyna
    06.12.2009 at 13:28 | Permalink

    tu sie czesiowo zgodze w szczegulnosci jesli chodzi o zaklinaczy .Chyba najbardziej irytuje mnie Monty Roberts, ktory najzwyczajniej w swiecie nie rozmawia z konmi a zmecza je ganianiem po lazowniku i ot caly efek jego pracy, ja tez tak potrafje tylko po co, skoro znam fizjologje mlodego konia?????To raz a dwa zawsze konie ktore sa uzywane do jego pokazow, maja kontak z czlowiekiem,to nie sa dzikie mustangi!!! a to juz naprawde jest duza pomoc dla niego i nie zadne czary

Napisz komentarz: