“Zjadłbym śniadanie, podociekałbym prawdy pomiędzy wierszami Trybuny Ludu, popracował w ogrodzie…” – pisze Jerzy Pilch. Zwykle mamy jakiś plan dnia, w który wpasowuje się pies. Ale często jest tak, że czasu starcza tylko na wyjście “na trawnik” kilka razy dziennie, karmienie i ewentualnie zabiegi pielęgnacyjne, a na szkolenie i ćwiczenia już go brakuje.
Dla właścicieli szczeniąt i nowych psów nie ma taryfy ulgowej, oni muszą znaleźć więcej czasu dla swojego zwierzaka, dopóki nie nauczy się zasad panujących w domu. Ale też oni łatwiej ten czas znajdują, bo entuzjazm zawsze jest większy wtedy, kiedy zwierzę jest nowe i mieszka z nami od niedawna. Wprawdzie mamy mocne postanowienie, że zawsze będziemy o zwierzaka tak samo dbać, ale z czasem się to zmienia… i pies staje się “niewidocznym” domownikiem, takim samym obowiązkiem jak sprzątanie czy wynoszenie śmieci.
Nie jest to ani dobre, ani ciekawe. A przecież nikt nie powiedział, że psie szkoły zarezerwowane są tylko dla młodych zwierząt, psów z problemami i przyszłych sportowców. Może do nich iść każdy, nawet tylko “rekreacyjnie”, by urozmaicić sobie czas. A wtedy jest już nad czym pracować w domu i jeden z codziennych spacerów można poświęcić na krótki trening. Nie tylko psu wyjdzie to na zdrowie.