“Negatywna kara” to nie jest może najszczęśliwsze określenie, zważywszy że ten rodzaj kary jest o wiele bardziej humanitarny, niż tak zwana “kara pozytywna”. To dość osobliwa behawioralna gra słów, której zresztą lepiej unikać, żeby kogoś nie zmylić. W każdym razie, negative punishment (P-) to kara polegająca na tym, że odbieramy zwierzęciu coś, czego chce.
Na przykład jeśli zwierzę chce zwrócić na siebie naszą uwagę w taki sposób, jakiego sobie nie życzymy, to ostentacyjnie odwracamy się od niego, przestajemy się bawić, a nawet przestajemy się w ogóle ruszać. O ile w miarę łatwe jest to do opanowania w przypadku małego szczeniaczka, to trudniej będzie na przykład z koniem. Jeśli koń, chcąc zwrócić na siebie uwagę, podgryza człowieka albo szturcha głową, to ignorowanie takiego zachowania może doprowadzić do tego, że koń nas nieco uszkodzi, zanim go czegokolwiek nauczymy…
Co wtedy? Niekoniecznie trzeba go od razu karać inaczej. Zwłaszcza, jeśli jest to sesja szkoleniowa, czyli właśnie pracujemy nad modyfikacją zachowania tego konia. Wtedy trzeba zorganizować sobie wszystko tak, żeby móc go ignorować… i przeżyć. Może to oznaczać konieczność noszenia mocnych skórzanych rękawiczek, kasku czy kamizelki ochronnej. Czasami można też ćwiczyć z koniem przez ogrodzenie, a jeśli jest zamknięty w boksie, to możemy stać z drugiej strony.
Jest jeszcze druga strona medalu; nie zawsze i nie wszystko da się tą karą załatwić (chociaż dobrze by było). Polecam ciekawy artykuł na blogu Sunday & Vigo: O bezdrożach szkolenia pozytywnego.