Targetowanie: ciąg dalszy

W tekście pt. Targetowanie, łatwe klikanie dla początkujących było już parę informacji o tym, jak zacząć. Target służy nam do tego, żeby naprowadzić zwierzaka na odpowiednie zachowanie, którego docelowo chcemy go nauczyć. Jest to dosyć łatwe, ponieważ cały czas ma on wskazówkę przed sobą – najczęściej przed nosem :)

Target, to z angielskiego “cel” albo “tarcza”. Pewnie dlatego nie zostało to przetłumaczone na polski, bo byłoby trochę mylące. Target nie jest celem samym w sobie, tylko narzędziem, które pomaga nam uzyskać jakieś zachowanie. Kiedy już je otrzymamy, możemy target stopniowo wycofać. Ważne, żeby target miał zaznaczony wyraźny punkt, do którego zwierzę “celuje”, bo wtedy będzie bardziej precyzyjną wskazówką. Warto też pomyśleć o tym, w jaki sposób będziemy target wycofywać; dobrze żeby mógł się np. skracać, dlatego dobrym targetem może być składana antena od radia z wyraźnie zaznaczoną końcówką. Początkowo musi być odpowiednio długi, żeby nie ograniczać swobody ruchu.

Target niekoniecznie musi być “punktem na patyku”. Może to też być coś płaskiego, co kładziemy na ziemi i zwierzę ma stanąć na tym nogą. Później położymy ten target na przykład na podwyższeniu i w ten sposób zwierzak zrozumie, że ma tam wejść. Możemy też przedłużyć stanie na płaskim targecie i w ten sposób nauczyć konia stać nieruchomo przy wsiadaniu, lub innych “okołokońskich” czynnościach. Oczywiście targetowanie nie jest tylko dla koni, właściwie każde zwierzę można w ten sposób wiele nauczyć. W szkoleniu psów przydaje się na przykład do nauki precyzyjnego pokonywania przeszkód w agility. Są tacy, którzy targetowaniem uczą właściwie wszystkiego – i dobrze, bo jest to w miarę mało frustrujące dla niezbyt doświadczonego człowieka i zwierzęcia.

Zaczynamy od prostego dotykania targetu nosem czy nogą (pierwszy klik może być nawet za spojrzenie), ale od początku warto mieć w głowie to, czego docelowo chcemy nauczyć, żeby nie utknąć w miejscu nie wiedząc o co właściwie nam chodzi. Dobrym przykładem będą konie Cheryl Ward, które potrafią malować. Najpierw nauczyła je dwóch różnych zachowań: trzymania pędzla i targetowania płótna (czyli trykania nosem…). Później połączyła dwa w jedno i w ten sposób Romeo, Juliet i Da Vinci stali się fantastycznymi końskimi malarzami:

→  Ailusia ●  07.12.2009  ●  08:00

Kategoria: Szkiełko i oko

Napisz komentarz: