Read in English: Tradition Unravelled

Autorką poniższego artykułu jest Josepha Guillaume. Tak pisze o sobie:
„Mój trening jest oparty na biomechanice i instynktach koni, oraz na samodzielnym myśleniu każdego konia i człowieka. Większość ludzi uważa nauki mistrzów jeździeckich za tradycje, które dziś trzeba stosować tak samo, jak kiedyś. Według mnie, nauki te były wtedy nowe i wzbogacały sztukę jeździecką. Dlatego dziś ja z nich korzystam tak, by udoskonalić o nie naszą współczesność. Rezultat nazwałam Naturalną Akademicką Sztuką Jeździecką. Uczę na indywidualnych lekcjach i międzynarodowych szkoleniach w naszej Akademii TAONARA w Belgii.”
Nikt nie wątpi w fakt, że świat koniarzy jest zdominowany przez tradycję. A mówiąc konkretniej… przez tradycję militarną. Jak się to wpasowuje w naszą współczesność? Jakie są efekty, gdy przychodzi nam podtrzymywać tradycję trenując konia?
Ponad dwie ery temu, dokładnie 300 lat przed Chrystusem, pewien człowiek spisał swoje przemyślenia na temat szkolenia koni. Był to generał, który poświęcił się sztuce walki… z końskiego grzbietu. Jego wiedza o dobrostanie i szkoleniu koni wydaje się dziś jeszcze bardziej aktualna, gdyż mamy do dyspozycji naukę która potwierdza to, co generał Ksenofont i wielu mistrzów po nim odkryli metodą prób i błędów.
Dla nich utrzymywanie koni zdrowych na ciele i umyśle było równie ważne, jak dla dzisiejszych żołnierzy pewność, że ich helikopter jest na 200% sprawny przed lotem na terytorium wroga. Choć lubię wierzyć, czytając Ksenofonta czy Antoine de Pluvinel’a (to moi ulubieni), że jest w tym coś więcej niż troska o własne bezpieczeństwo. Widzę w ich pismach miłość i zrozumienie natury konia, który z pewnością nie jest w ich oczach maszyną wojenną, lecz jest żywą istotą która myśli, czuje i ma wyjątkową osobowość.
Dlatego nie dziwi mnie, że dziś wciąż cenimy metody dawnych mistrzów i trenujemy konie mając w pamięci te nauki. Jednak, pracując w ciągu ostatnich 20 lat z bardzo trudnymi końmi i ucząc pary końsko – ludzkie, które nie czyniły postępów w tradycyjnym lub klasycznym treningu, postanowiłam jeszcze raz przyjrzeć się pismom dawnych nauczycieli. Tym razem poszukałam u nich rady w sprawie tych zwierząt, przed którymi nie stoją wyzwania koni wojskowych ani taborowych. Tu znalazłam jedną z najważniejszych lekcji jakich uczą nas ci nauczyciele, tę którą większość z nas łatwo przeoczy. Otóż, ci ludzie szczególnie poszukiwali koni, które mogą stać się końmi wojennymi. Koni, które z łatwością będą nosiły jeźdźca i nie zgłoszą sprzeciwu wobec wędzidła czy ostróg.
Wróćmy do dzisiejszych czasów… jak wybieramy konia? Gdy zadaję to pytanie, odpowiedź najczęściej brzmi: „Bo uważam że jest piękny”, „Podoba mi się jego maść”, „Sam zjawił się na mojej drodze”, „Zakochałam się w nim od momentu, kiedy pierwszy raz go zobaczyłam”. Nie trzeba dodawać, że my zwykle nie wybieramy koni pod względem ich przydatności w bitwie. Dlatego szkolenie typowe dla konia wojennego nie będzie najlepszą metodą dla konia, który nie pasuje do tego profilu.

W takim razie… dlaczego wciąż całe szkolenie konia w ujeżdżeniu oparte jest na technikach służących przygotowaniu konia do bitwy… czy są one oparte na wrodzonych predyspozycjach koni? To prowadzi do kolejnego spostrzeżenia na temat specyfiki tego rodzaju treningu. Mam na myśli narzędzia potrzebne przy takim koniu, które służą nie tyle jego edukacji kierowanej przez ujeżdżaczy, co samej bitwie. Te narzędzia to wędzidła i ostrogi.
Jak wskazują wszyscy dawni ujeżdżacze, kluczowym elementem prawidłowej jazdy i gimnastyki zdrowego konia jest postawa i dosiad jego jeźdźca. Ostrogi i wędzidła powinny być stosowane z najwyższą delikatnością. Jeździec nie powinien na nich w żaden sposób polegać i jest jasno powiedziane, że każde użycie nie będzie obojętne dla dobrostanu i równowagi konia. A więc dlaczego ci dawni mistrzowie używali wędzideł i ostróg i uczyli swoich uczniów korzystania z nich? Odpowiedź jest prosta: jak już wcześniej powiedziałam, służyło to wojnie.
W czasie bitwy wędzidła i ostrogi były potrzebne, bo wtedy zależało od nich cenne życie! To nie był czas na zajmowanie się naturalnymi pomocami i równowagą… jak można sobie wyobrazić. W żadnym wypadku nie była to dobra sytuacja dla konia, chyba się zgodzimy. Ćwiczenia i gimnastyka służyły przygotowaniu konia na to, ponieważ silne i zrównoważone ciało konia (czytaj: zebrane) miało szansę minimalnie ucierpieć w czasie bitwy.
Wracając ciągle do lektury dawnych mistrzów jeździeckich, eksperymentując z klasycznym jeździectwem, jeżdżąc z osprzętem i bez niego, dochodzę do wniosku że wędzidło i ostrogi nie służą ujeżdżeniu, przysługują się wyłącznie walce na polu bitwy. Co więcej, jako że tak trudno nauczyć się ich używać, a raczej nauczyć się ich nie używać, by nie przeszkadzać koniowi, dlaczego nie pozostawimy ich na zawsze w siodlarni? Mistrzowie młotkują nam na okrągło: zdrowe, czyli prawdziwe ujeżdżenie bierze się z dosiadu jeźdźca, jego inteligentnej wrażliwości, postawy, równowagi i umiejętności nie przeszkadzania koniowi! Całkowicie się w tym z nimi zgadzam, ponieważ doświadczyłam tej prawdy wiele razy na własnej skórze.

Czym właściwie jest ta gimnastyka lub ten trening, który pozwala koniom zachować zdrowie gdy wypełniają obowiązki wierzchowców? Tak naprawdę to nic ponad zbiór ćwiczeń które pomagają mu odzyskać równowagę, wyprostowanie, siłę i giętkość potrzebne do zebrania. Zebrania będącego ilustracją zdania: oto mamy konia który może nieść swego jeźdźca bez żadnego problemu i poradzi sobie również na bitwie, jeśli trzeba (nigdy nie wiadomo…). Ćwiczenia i pomoce są oparte na naturalnych predyspozycjach i instynktach koni. Wszystko polega na prawach natury. Bierze się ze studiowania konia będącego na zupełnej swobodzie, a równolegle poznawania efektów pracy z ziemi i wpływu ciała człowieka dosiadającego konia w różnych chodach i ustawieniach. Najłatwiej będzie sobie to wyobrazić na przykładzie marynarza na morzu. Nie może on walczyć ani z morzem, ani z wiatrem. Musi zwyczajnie nauczyć się wpływać swoim działaniem na otoczenie, by najlepszym sposobem osiągnąć cel: „utrzymać się na pokładzie i dopłynąć do celu najszybciej jak się da”. Nie inaczej jest z końmi, ponieważ siły natury są obecne na ujeżdżalni w równym stopniu, co na morzu.
Skoro jeździectwo to ni mniej ni więcej, tylko poznawanie praw natury i biomechaniki konia, a wędzidła i ostrogi mogą być utrapieniem dla większości koni i jeźdźców… to dlaczego wciąż podtrzymujemy tradycje wojskowe, mimo że już dawno nie używamy naszych koni na wojnie, ani nie wybieramy ich pod tym kątem? Odpowiedzią jest sama militarna tradycja. W jej założeniu indwidualność i samodzielne myślenie nie są czymś wartościowym ani wspieranym.
Wracając do dzisiejszych czasów, z naszymi indywidualnymi stylami życia i wyjątkowymi końskimi osobowościami, będącymi sercem naszego wolnego czasu i wypoczynku… trzeba zastanowić się ponownie, czy wojskowe tradycje w sportach jeździeckich mają jakąś wartość. Doszłam do wniosku, że tak nie jest. Indywidualizm, niekonwencjonalne myślenie i największe zalety których należy szukać u dobrych jeźdźców; dosiad, równowaga, postawa i inteligentna wrażliwość, oto co dzisiaj się liczy. A jeśli zakończę słowami, że wielu mistrzów jeździeckich zaprezentowało elementy Wyższej Szkoły Jazdy bez żadnego osprzętu na dowód, że jest on przeszkodą jeśli używa się go nieustannie, o co jeszcze można się spierać?
Możesz teraz pomyśleć: wszystko pięknie, Josepha, ale jak do licha mam trenować mojego konia bez sprzętu? Tu znów muszę skierować cię do dawnych mistrzów, bo nawet jeśli nie walczymy w bitwach na końskim grzbiecie i dzięki temu nie potrzebujemy szukać sposobów na komunikację pomimo wędzidła, to recepta na zdrowego wierzchowca wciąż jest w ich pismach. My dziś po prostu możemy przyspieszyć ten proces, bo my i nasze konie nie musimy zmagać się z błędami które tak łatwo popełnić używając wędzidła. Możemy przejść dalej, do ćwiczeń które pomagają naszym koniom. Ćwiczenia te wykonujemy zarówno z ziemi, jak i w siodle. Podstawowa gimnastyka to koła, serpentyny, zakręty i chody boczne. Ale one dają pozytywny efekt tylko wtedy, gdy wykonane są poprawnie. Tu właśnie pozbycie się osprzętu, a konkretnie wodzy, pomoże ci wykonać poprawne skręty. Nie żartuję, to prawda.

Pomyśl, jak wielu jeźdźców widzisz, próbujących wyjechać woltę ciągnąc za wewnętrzną wodzę? A jak wiele z tych koni rzeczywiście wykonuje ją prawidłowo, to znaczy, nie obciążając wewnętrznej łopatki? „Sztuczka” polega na użyciu dosiadu i nóg, a nie na kombinowaniu przy końskiej głowie. Nie mając w ręku wodzy znajdziesz sposób na to, jak wyjechać koło kierując się wyczuciem i, o dziwo, zobaczysz że koń będzie wykonywał doskonałe wolty, mając konieczną do tego swobodę!
