
Na zdjęciu: afgańscy jeźdźcy grają w tradycyjną grę Buzkashi na przedmieściach Kabulu, 4 grudnia 2009. W tym artykule znajdziecie informacje o ciekawym eksperymencie. Doktor Robert Cook, pomysłodawca popularnego ogłowia bezwędzidłowego, przeprowadził interesujące porównanie: różne konie miały wykonać podobne zadania, w ogłowiu wędzidłowym i w bezwędzidłowym. Przebieg tego wydarzenia został zarejestrowany na krótkich filmach, do których linki znajdują się na końcu artykułu.
Pamiętam, jak pierwszy raz zaczęłam zastanawiać się czy powoduję ból i krzywdę u konia używając wędzidła. Swoje pytanie skierowałam do instruktorki, z którą w tamtym czasie jeździłam. Odpowiedziała mi, że nie da się nie skrzywdzić konia wędzidłem. Człowiek, gdy traci równowagę, ma odruch łapania się rękami czegokolwiek. Tak samo gdy się czegoś wystraszy, lub w innej stresującej sytuacji. W związku z tym, gdy siedzimy na koniu i w rękach trzymamy wodze, to za co złapiemy? Za wodze. A tym samym za wędzidło i wrażliwy pysk konia. A co, kiedy koń się potknie? Nie zawsze jesteśmy w stanie tak szybko, sprawnie i daleko oddać wodze, żeby koń się nie „nabił” na wędzidło… Zadamy koniowi ból, czy tego chcemy czy nie.
Od tamtego momentu bardzo chciałam nauczyć się elastycznej ręki, żeby nie wyrządzać koniowi krzywdy. Każde moje zbyt mocne przytrzymanie konia za pysk wywoływało u mnie poczucie dyskomfortu. Często czułam winę i stres. Zanim moja ręka stała się chociaż trochę bardziej “jak guma”, minęły lata. Wiele koni musiało znieść moją nieporadność i błędy. Wielu koniom zadałam ból, zanim mogłam zacząć oferować innym „przyjazną” rękę. I po co to wszystko?
Kiedy łatwo można by tego uniknąć, na przykład wyjmując wędzidło z pyska konia i zakładając ogłowie bezwędzidłowe. Oczywiście dalej ćwicząc rękę, żeby była elastyczna. Koń jest tak wrażliwym zwierzęciem, że nawet bez wędzidła poczuje, jak ktoś będzie wisiał mu na wodzy. Dlatego naszym obowiązkiem jest zawsze udoskonalanie rozluźnienia rąk.
Wędzidło faktycznie przeszkadza. I koniowi, i człowiekowi. Koniowi np. w wykonywaniu jego zadań. Często poprzez zbyt mocne używanie wędzidła zagłuszamy inne pomoce. Robimy hałas i przez to koń nie “słyszy” naszych łydek i dosiadu. A potem denerwujemy się na to „głupie zwierzę”, które jest twarde w pysku i nieposłuszne. Koń czując dyskomfort czy ból w pysku chce tylko jakoś się go pozbyć, albo przynajmniej zminimalizować. Najczęściej robi to poprzez wieszanie się na wodzy i opieranie się działaniu wędzidła. Widocznie czuje wtedy mniej bólu, albo jest on bardziej znośny.
Natomiast ludziom wędzidło przeszkadza w nauce jazdy. Kiedy jeździec ma w rękach wodze, instynktownie chce wpływać na konia tylko wodzami (co nie całkiem jest efektywne). Jeżeli by mu zabrać je z rąk, musi zacząć myśleć jak inaczej do konia dotrzeć. Wtedy zaczyna się prawdziwa nauka. Poczucie wyrządzania krzywdy wędzidłem podczas nauki zmniejsza przyjemność z jazdy konnej.
Wielu ludzi pyta mnie, czy konia bolało kiedy nie umieli zapanować nad swoją ręką. Nie umieli, chociaż bardzo się starali. Na pewnej jeździe, gdzie jedna klacz gnała mocno do przodu, wałach gryzł zad konia przed nim, inny koń schodził non stop do środka maneżu, a jeszcze inny nie chciał się ruszyć, kazałam jeźdźcom puścić wodze i zaczęliśmy robić dużo ćwiczeń bez wodzy w ręku. Konie się uspokoiły i grzecznie chodziły w zastępie, w równym rytmie. Wcześniej pomimo, że pilnowałam jeźdźców, żeby nie ciągnęli, nie szarpali, dobrze dawali pomoce, to konie były tak zestresowane, że każdy manifestował to na swój sposób. Jeźdźcy starali się wszystko robić dobrze, ale nie ma nauki bez błędów. Na wszystko trzeba czasu.
Czemu tej nauki nie umilić i koniom i jeźdźcom?
Zabierając wędzidła z pysków koni…
Na powyższym zdjęciu – klacz achałtekińska Pagoda w ogłowiu bezwędzidłowym według pomysłu doktora Cooka, a na niej Sarah podczas zimowej przejażdżki. Poniżej – wprowadzenie do zapowiedzianego na początku eksperymentu, oraz pozostałe filmy z tego wydarzenia.
Bit vs. Bitless Experiment, Introduction
- Bit vs. Bitless Experiment, 1st horse (bitted)
- Bit vs. Bitless Experiment, 1st horse (bitless)
- Bit vs. Bitless Experiment, 2nd horse
- Bit vs. Bitless Experiment, 3rd horse (bitted)
- Bit vs. Bitless Experiment, 3rd horse (bitless)
- Bit vs. Bitless Experiment, 4th horse
- Bit vs. Bitless Experiment, Final Results with Q&A, part 1
- Bit vs. Bitless Experiment, Final Results with Q&A, part 2

Ja zrobiłam sobie takie postanowienie, że moje konie będą pod uczniami chodzić w sidepullach z miękkim nachrapnikiem, i dodatkowo takim czymś ala cordeo, ale przypiętym dwoma paseczkami do oczek z przodu siodła, żeby się to to nie zsuwało. Nigdy więcej nie podam początkującemu jeźdźcowi wodzy, kończących się w końskim pysku – nawet gdyby miało być tam najbardziej mięciusie kauczkowe wędzidło.
( A achał-tekiny są boskie :> )
Wspaniałe postanowienie ;)
Zwłaszcza, że początkujący jeźdźcy najczęściej należą do bardzo pozytywnie ciekawskich! Można im powiedzieć żeby zatrzymali konia nie dając do ręki żadnej wodzy, na pytanie “a jak?” odpowiedzieć “nie wiem”, a oni za chwilę wykombinują coś takiego, że im zadziała, chociaż sami nie będą wiedzieli co to było :)
Następnie przekonają się, że również na dalszych etapach nauki żadne ostre narzędzia nie są im potrzebne ;) a nawet gdyby były… to czy warto?
Dlaczego w filmikach z przejazdów na wędzidle konie prowadzone są na takim jakby “pół-kontakcie”, czyli najgorszej wersji? Taki parakontakt jest ok na BB, ale powinno się chyba porównywać właściwe użycie wędzidła i właściwe użycie BB (zakładając oczywiście, że istnieje właściwy sposób robienia czegokolwiek…)?
Pozostaje nam tylko się domyślać (albo zapytać autorów eksperymentu), ale sądzę że mogło chodzić o jak największą “przeciętność” jeźdźców – nie są to osoby świetnie jeżdżące (powiedziałabym, że niektóre nie jeżdżą nawet dobrze), nie otrzymywały wskazówek i nawet nie wiedziały, jakie będzie następne polecenie.
Stąd wiele błędów w ich dosiadzie, stosowaniu pomocy, stylu jazdy – ale czy nie są to codzienne błędy rekreacyjne…?
Wielu rekreantów tak jeździ, IMHO.
Mi też się podobało, że to było bardzo “realistyczne”. I przecież jak najbardziej popieram niepchanie wodzy wędzidłowych w niesprawne łapy. Może gdyby całość nie była nazwana Eksperymentem, nawet nie pojawiłyby się we mnie wątpliwości, o których pisałam.